Menu

  • Matka Startuje
  • Matka Trenuje
  • Matka Opowiada
  • Matka Testuje
  • Kontakt
  • Matkawmediach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka testuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka testuje. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2014

Recenzja koszulki Brubeck Athletic

Oto owa koszulka. Na owej Matce :D



Kiedy dostałam informację, że wszyscy sztafetowcy zostaną obdarowani tymi oto koszulkami pomyślałam jedno: "oł fak, ona jest obcisła, moje wałęcje będą widoczne!" A mój Super Szybko Biegający Mąż powiedział: " Kacha, darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda". No i miał rację. Bo koń okazał się młody. 

Kiedy przyszła poddałam ją ocenie organoleptycznej. Wnioski są następujące:

  • Na pierwszy rzut oka wydaje się, że koszulka ma dwie osobne warstwy. Owszem jest dwuwarstwowa, ale nie są to warstwy osobne. Sprawia wrażenie grubej i ciężkiej, ale to tylko wrażenie. 
  • Szwy, są, ale jednocześnie ich nie ma. Kiedy założyłam koszulkę nic nie uwierało. O to właśnie chodzi. 
  • Wielki plus za odblaski umieszczone na rękawach i klatce piersiowej. 
  • Krój jest bardzo kobiecy. Koszulka ładnie leży nawet na osobach o większych gabarytach (patrzcie zdjęcie wyżej).
  • Kolor - no hmmm... co kto lubi. MATKA WOLI RÓŻOWY :P (żaaaart!)
A w biegu sytuacja ma się rewelacyjnie. Polubiłyśmy się bardzo. Od czasu kiedy przyszła biegam tylko w niej. Biegam, piorę, suszę, biegam, piorę, suszę, biegam.... Biegałam w niej w upały i ten obcisły materiał mi nie przeszkadzał. Było komfortowo (podobnie jak w Brubeck'owych majtach - bo biegam tylko w nich). Dobrze odciąga wilgoć. Minus ma jeden, ale jest on spowodowany Wielką Matką a nie samą koszulką. Koszulka w rozmiarze XL jest na normalnie zbudowaną, wysoką osobę. Jak ktoś jest pulpetem a w dodatku niskim kotletem to ta koszulka jest za długa. No i się podciąga i marszczy. Ale looz. Na wałki to koszulkowe fałdki jak znalazł. ;) 

Generalnie firmie Brubeck wystawiam WIELKIEGO LAJKA!
rys. gigabiting.com


2 października 2013

Shopping!

Szał biegowy we wrześniu mnie ogarnął totalnie... zakupowy również :) W prezencie za pięknie wybiegane 150 kilometrów postanowiłam kupić sobie coś "lepsiejszego". Bardzo zadowolona po sezonie letnim z użytkowania koszulki Nike z tkaniny Dry Fit zakupiłam podobną tyle, że na długi rękaw. Jest rewelacyjna. Reklamować jej nie trzeba. Rozdźwięk między jakością "decathlonową" a Nike jest spory. Naprawdę dobrze odciąga wilgoć. Dobrze się układa - nawet na dużym ciele ;) hehe :) nie opina, nie ciśnie, a z kolei, mimo, że to "L" nie wisi jak jakiś worek - no skrojona jest rewelacyjnie. Na mankietach posiada otwory na kciuki, przez co można sobie ugrzać dłonie (bo na rękawiczki jeszcze nie czas). 

Poszalałam też i zafundowałam sobie pas biodrowy Salomona. Nie jestem jakąś specjalną fanką biegania z pasem, ale na maraton, gdzie pijalnie rozstawione są co 5km pas wydaje mi się koniecznością (w moim biegowym przypadku). Fajnie sobie łyknąć jak się chce pić, tak na 23 kilometrze np a nie dopiero na 25. 
Mąż ma większe doświadczenie w bieganiu z Pasem i (po tym jak opadły negatywne emocje w związku z moimi zakupami - nie moje emocje :D ) zabrał Salomona na długie, niedzielne wybieganie - wrócił zachwycony. Twierdzi, że w ogóle go nie czuje, a symetrycznie rozłożone bidony idealnie rozkładają swój ciężar, do tego pas z tyłu jest szeroki i dobrze się dopasowuje a z przodu pasek na rzep jest węższy niż Kalenji, przez co nie uwiera.  Pas posiada też pakowną kieszonkę. Zmieszczą się w niej chusteczki, mój srajtfon, 3 żele i 20zł (na taksówkę) - na maraton doładuję sobie tam jeszcze czekoladę... wróć ;) tylko mp3kę :) czekolada będzie po :) w nagrodę :).

Jak emocje w domu już opadły, Mąż mój drogi zabrał mnie w ubiegłą sobotę do Parku Handlowego, żeby powdychać świeżego, klimatyzowanego powietrza, popatrzeć na przepiękne wystawy i ... po przymierzać Schock Absorber'y czyli najbardziej pancerne staniki. Zadanie zrealizowane! Najważniejsza część bielizny zakupiona. Od niedzieli pokonałam w nim już 30km (tak... piorę go... spokojnie) i naprawdę spełnia swoje zadanie.  Trzyma biuścicho nie obcierając. 


A dziś... dziś Moi Drodzy Matka zrobiła deal roku. Sprzedała ukochaną chustę do noszenia swej córki i udała się ze zwitkiem banknotów do Sklepu Biegacza... 

Nike Pegasus 30+

Decyzja ta była bardzo przemyślana. Kilkanaście par butów było przymierzone. Pan Muślewski dzielnie Matce kilka dni z rzędu podawał coraz to nowe modele do przymierzenia.  Czy jestem do nich w 100% przekonana? Sama nie wiem. Na 99,00% tak. Po tym długim wybieganiu, kiedy to miałam na nogach Brooksy zauważyłam, że zniknął ból biodra. Brooksy jednak okazały się na tak długie wybieganie za wąskie i kiedy noga spuchła obtarły moje śródstopie po bokach niemiłosiernie. Pegazy są zdecydowanie szersze. Są też zdecydowanie solidniej amortyzowane. Czy biega się mi lepiej niż Skorach? Sama nie wiem. Na pewno biega się inaczej. Im dłużej się zastanawiam dochodzę do wniosku, że w ogóle nie można biegania w tych butach porównywać. Skora i Pegasusy stoją na biegowej półce na przeciwległych końcach. Kupując je, szukałam buta, który będzie miał amortyzację (oczywiście będzie odpowiednio szeroki) i jakieś wsparcie, tylko pojawiło się pytanie na które nawet ja sama nie potrafię sobie odpowiedzieć. Gdzie jest ta granica niezbędnej dla mnie amortyzacji. Czy delikatny Puma Faas 300 (tudzież inny Faas lub but z delikatną amortyzacją) wystarczyłby na zniwelowanie bólu biodra i wybaczenie błędnego ruchu nogi? Czy może sam spadek pięta-palce (np. w New Balance Minimus) już by wystarczył? Nie wiem... Kupiłam Pegazy bo nie chcę się dowiedzieć, że jednakby nie wystarczył... 
Pegazy mają dziś wybiegane tylko 6km i na razie poza tym, że są wygodne i pianka pracuje, nic o nich więcej powiedzieć nie mogę. Nic też nie boli... dobry znak :)


Dla jasności - cały czas twierdzę, że bieganie naturalne jest najlepsze!!! Ze Skor nie rezygnuję, jednak będę w nich robiła treningi o umiarkowanym tempie i umiarkowanym dystansie, oraz w okresie między sezonowym. 


15 sierpnia 2013

Lumpiarsko

Swego czasu Matka Sanepid zadeklarowała chęć biegania. Ważne chęci - motyw niech no pozostanie do mej wiadomości ;)

 "W czym biegać?" - zapytała! 
Dobre pytanie, bo tak naprawdę, każdy z czasem tworzy swój własny ulubiony zestaw biegowy. Nie ukrywam, że rzeczy do biegania mam więcej niż do chodzenia na co dzień, jednakże z części z nich prawie wcale nie korzystam bo mi niepodeszły (a widziałam w nich innych biegaczy). 
I tak, jeżeli mogę coś zaproponować początkującej kobiecie (oczywiście poza butami, bo tu jestem wyznawczynią naturalizmu i niestety nie każdego da się do niego przekonać) to podstawową garderobą każdej babeczki jest STANIK!
Biegam w Decathlonowym Sportance First Kalenji 
Na początek przygody z bieganiem jest ok. Mnie obciera na plecach (po dłuższych wybieganiach mam dziurę o średnicy około 1,5cm) i na długie trasy odczuwam w nim dyskomfort, jest to pewnie kwestia tylko i wyłącznie mojej anatomii. Marzy mi się Schock Absorber Ultimate Run Bra, ale on kosztuje ponad 200pln i na tą chwilę zdecydowałam, że wolę jechać na wakacje. Zakupię go na pewno z wrześniowej pensji i na pewno go dokładnie opiszę. 

KOSZULKI:
W zależności od warunków atmosferycznych na długi bądź krótki rękaw. Mam ich dość sporo. Jak nie chce się wydać większej ilości gotówki na odzież techniczną w sklepie biegowym może udać się  do Decathlonu.
Deefuz Esential używam tylko pod bluzy. Latem może biegłam w niej dwa razy. Ona jakoś tak się nie układa. Poza tym wszystko z nią OKej. 
Z modelu Feel korzystam na bieżąco i lubię tą koszulkę, bo jest mięciutka i milusia. Niestety na wielkie upały nie polecam - jest grubawa, ale to nic - jesień idzie!
Brooks ID Elite Support Tank - ma wbudowany stanik, który naprawdę trzyma mój pociążowy biust. Biegam w niej rzadko - wstydzę się po prostu  - szykuję ją jako startówkę na Półmaraton Philipsa w Pile (ba na pewno zgubię ciałka do 8.09) - poza tym jest to moja koszulka do ćwiczeń z Ewą Ch. 
Brooks Equilibrium Night Life to dla wszystkich już bluza ale dla mnie koszulka na długi rękaw - lubię w niej biegać w chłodne wieczory (biegłam w niej Poznański Półmaraton) i generalnie jestem bardzo ale to bardzo zadowolona, dobrze się układa, dobrze "oddycha", nie obciera, nie podciąga się do góry przy bieganiu - na pewno będę się z nią jesienią i zimą (pod bluzy, ewentualnie kurtkę) bardzo przyjaźniła. 

Deefuz Esential Kalenji





Feel Kalenji



 Brooks ID Elite Support Tank

Brooks Equilibrium Night Life



Posiadam jeszcze koszulkę Nike z serii Nike Running Dri fit na krótki rękaw tyle, że z zamkiem w górnej części.
I na tą chwilę to jest właśnie mój numer 1. Koszulka najlepiej z całej reszty odciąga wilgoć od ciała przez co jak biegnę i jak wieje to nie marznę. Generalnie uwielbiam ją, jest porządnie wykonana, nie jest za gruba, ładnie się układa na ciele, posiada z tyłu kieszonkę na żel albo klucz, albo na 20pln na taksówkę :D Przebiegałam w niej całą wiosnę i lato. Niestety przez ten zamek i kołnierzyk na stójce jakoś nie wyobrażam sobie tej koszulki jako warstwy wewnętrznej jak nastaną chłody. 

Acha! W swoim Magicznym Biegowym Kartoniku odgrzebałam jeszcze koszulkę na długi rękaw Kalenji Warm Essential - dla mnie tragedia totalna - biegałam w niej chłodną wiosną z kilka razy w różnych warunkach atmosferycznych - ani nie odprowadza wilgoci, grzeje, wiatr przez to to przenika...nie polecam - na wspomnianym już wcześniej Poznańskim Półmaratonie biegłam i gawędziłam z dziewczyną ubraną właśnie w tą bluzkę... na 6km była już totalnie zlana potem i mimo idealnej pogody narzekała, że jej zimno (bo była mokra).
Kalenji Warm Essential


BLUZY i KURTKI:

W 2 tygodnie po porodzie udałam się do Decathlonu i zakupiłam bluzę Evolutiv:
Kalenji Evolutiv 
Od lutego, całą zimę i chłodną wiosnę (do końca kwietnia???) ubierałam tą bluzę( a pod nią koszulkę Deefuz, dopiero jak temperatura spadała poniżej -4 stopni albo wiał silny, porywisty wiatr zakładałam kurtkę Protect Essential.
Kalenji Protect Essential

Tak zapakowana szłam pobiegać, jednak w w/w rzeczach cyrkulacji powietrza żadnej nie było i pot lał mi się po plecach (no cóż, trudno - trzeba przeżyć). Kurtka dała radę w śnieżyce i zamiecie, przy - 19 stopniach tak zabezpieczona górna część ciała w żaden sposób nie ucierpiała. Kurtka jest delikatnie wodoodporna tzn., że opad mżawki wytrzyma i nie przemoknie - zresztą nie ma na rynku kurtki, która wytrzyma ulewę - nawet Asics BSBM przepuszcza większy deszcz. 

GETRY, LEGGINSY, SZORTY  czyli opakowanie pupska

Zimą i wiosną sprawdzały się rewelacyjnie Decathlonowe getry Deefuz Strech - ale jak na wiosnę doczytałam nie były to getry zimowe. Cienkie jak diabli lecz nie marzłam w nich specjalnie, gdyż przy wielkich mrozach zakładałam długie skarpety pod kolano, pełne majty a na getry zakładałam jeszcze szorty. Przy osławionych - 19 na lądzie, na pupencji były 3 warstwy. Dało radę. (tak sobie myślę, że to pewnie dla tego, że mam sporo tłuszczyku oplatającego nogi ;) )
Legginsy Deefuz Strech



Tej zimy upoluję coś grubszego - i Wam też radzę. Komfort będzie znacznie lepszy. Bardzo Szybko Biegający Mąż ma zimowe Asicsy, które nawet w największe mrozy dobrze utrzymywały temperaturę "wewnątrz".

Getry rybaczki też są w moim pudle - też z Decathlonu - tu wybór jest olbrzymi i sprawdzają się świetnie. 
Kalenji Kiprun

Mam model Kiprun i jestem z niego bardzo zadowolona, nie zsuwa się, nie obciera, nie uwiera! Czegóż chcieć więcej??

Dodatkowo w wielkie upały biegam w krótkich getrach, które dostałam w spadku od BSBM - po  zeszłorocznym Poznańskim Maratonie schudł mi chłopina koło 12kg i rozmiar XL już nie dla niego.
Go Sport Mellewin Quissard


Biega się w nich super, uwielbiam je i jest to mój nr. 1, lecz niestety zdaję sobie sprawę, że moje przepastne kolanka nie prezentują się w nich urzekająco - ale co tam!  Grunt to komfort! 

Szorty, szorty a'la Kenya też na stanie posiadam: (tylko szaro-zielone) niestety nie pojawiam się w nich publicznie z powodów Wam wiadomych. Ba! Raz się odważyłam bo skwar był niemiłosierny, lecz moje uda przytulają się do siebie i po kilku kilometrach wróciłam z wieeeelkimi otarciami! Pół nocy potem były jęki, stęki i ból... Szorty owe służą mi w chwilach, kiedy zacieśniam znajomość z Ewą Ch.
Kalenji Kiprun


DODATKI:

Czyli skarpety,czapeczki,  frotki, pasy, pulsometry.. 

Dobra skarpeta nie jest zła! Najlepiej kupić skarpetę trochę droższą, przeznaczoną do biegania. Wybór jest ogromny. 
Czapeczka z daszkiem - biała, przewiewna, chroni przed słońcem - wypróbowane u nas to New Balance i Nike - każda swoją funkcję spełnia bardzo dobrze. A, że Matka ma księżyc w pełni zamiast twarzy to w czapeczce wyglądała .... Z czapeczki po Matce korzysta teraz jej szwagierka i jest zadowolona ;)

Frotka - niby nic a pot lejący się strumieniami przechwytuje z czoła bezbłędnie. Tyle, że ja nie lubię, jak mi cokolwiek obciska rękę. (dlatego między innymi zrezygnowałam z biegania z Endomondo) 

Pasy z bidonami - dla mnie (dla mnie!!!!) przegięcie na całego - ani to wygodne, ani poręczne (no, cóż żele na maraton się zmieszczą, ale nie wyobrażam sobie z takim pasem przebiec dłuższego dystansu).  W upał lepiej zabrać buteleczkę w rękę, którą po opróżnieniu wyrzuca się do śmietnika. (bo powiedzmy sobie szczerze, ile jest tych naprawdę upalnych dni, gdzie biegacz musi się co chwilę troszeczkę nawodnić???) Do 10km wystarczy dobre nawodnienie przed bieganiem, żaden pas nie jest potrzebny. Tu pośmieję się troszkę z BSBM - uśmiech mam pod nosem jak widzę, jak szykuje sobie buteleczki - tu soczek pomarańczowy, tam woda, tam woda z cytryną, tam pszeniczne... wróć.. pszeniczne "po"!  Na zawodach co 5km jest wodopój - po co targać na sobie pas, który się czuje?

Pulsometr - dla początkującego biegacza rzecz zbędna całkowicie. Jak ktoś wplata treningi interwałowe, albo chce kontrolować swój puls, by biegać w odpowiedniej strefie tętna (by spalić tkankę tłuszczową) a nie są to przebieżki po 4km - to czemu nie. Sami na rodzinnym stanie mamy Garmina Forerunner 610 i ja korzystam głównie z niego jako zegarka z nawigacją. Pas z czujnikiem mierzenia tętna dopinam sobie tylko na poszczególnych treningach.  Zawsze na interwały i czasami ma długie wybiegania - widzę kryzysy- kiedy podskakuje mi tętno a spada tempo (choć można się i obejść bez tego).  Do maja 2013 korzystaliśmy z Endomondo - ale ta aplikacja wymaga smartfona przyczepionego do ręki (bo kieszeni w rzeczach biegowych tak pojemnych nie widziałam). Ma to swoje minusy - w biegu czuje się nierówne obciążenie rąk - co mi osobiście przeszkadza no i GPS w Endomondo od wiosny trochę szwankuje - dość długo trzeba czekać, żeby Endo złapało sygnał - nierzadko musiałam restartować telefon. Generlanie do aplikacji nic nie mam bo jest dobra - GPS dobrze liczy kilometry (bo mam porównanie z Garminem).



uffff..... 








2 maja 2013

Run Real - czyli Matka w Skora'ch

I nadszedł ten moment, tak długo wyczekiwany zresztą. Mam moje wyśnione Skory. Podeszwa 8mm, offset 0mm :) Love it! Pierwsze biegi zaliczone. Niestety nie dane jest mi się nimi w pełni cieszyć bo biodro dokucza, ale mam nadzieję, że jak minie zacznie się dopiero naturalny szał. 




Po 2ch przebieżkach: but wygodny, leży jak rękawiczka, cudownie przylega i dopasowuje się do stopy. Skóra miękka. Wrażenie biegania: cudowne... mam przeczucie, że po wielu wybieganiach moimi stałymi trasami będę w stanie rozpoznać trasę biegnąc z zamkniętymi oczami ("zaraz skończy się Poz - Bruk i zacznie asfalt"). Zresztą podeszwa jak na buty do biegania naturalnego wcale nie jest taka cienka. Szkło jej na pewno nie przebije a i stopa boleć nie będzie jak gdzieś w lesie natknę się na szyszkę. Zresztą dziś wbiegłam na trochę do lasu i muszę Wam napisać, że biegłam i śmiałam się w głos. :) Czułam się jak 80 kilogramowa, radosna sarna ;) z przetrąconym biodrem :) Było wspaniale!!!!! 

Dopiero w tych butach czuję nogi. Wiem jak układają się do biegu. Potrafię co do milimetra określić gdzie moja stopa zaczyna stykać się z podłożem, a w którym miejscu się odrywa. Zawsze myślałam, że jestem rasowym supinatorem a tu okazuje się, że lewa noga ląduje idealnie prosto, stopa nie ma jakiś dodatkowych rotacji a właśnie prawa stopa supinuje i to dość ostro. Praktycznie ląduję na krawędzi. Nie wiem na ile jest to uwarunkowane tym nieszczęsnym biodrem, ale będę musiała nad tym popracować i się temu dokładnie przyjrzeć (raczej to biodro to konsekwencja pracy prawej nogi). Dodam jeszcze, że w butach ze wsparciem nie wiedziałam, że moje stopy tak pracują. (widziałam po bieżnikach startych, że supinuję, ale nie miałam pojęcia, że aż tak).

Jeżeli chodzi o technikę biegu w Skorach, to tak jak w każdych naturalnych butach lądować trzeba na śródstopiu. Dla wielu biegaczy jest to coś nienaturalnego, gdyż każdy  but, ze wsparciem, amortyzacją i kilku/kilkunasto milimetrowym offsetem (różnicą między wysokością pięty a palcami) wymusza lądowanie na pięcie. Naprawdę wytrawny biegacz potrafi w takim słoninowym obuwiu lądować na śródstopiu. Poza tym w "tradycyjnych" butach często amortyzacja, potężne "podpiętowe poduchy" haczą o asfalt... więc nawet jak bardzo się starasz lądować na śródstopiu właśnie to i tak lądujesz na pięcie. 
Matka po porodzie kilometraż ma stosunkowo nie wielki (jakieś 300km od 4.02 do 7.04) więc i technikę łatwiej zmienić. Zresztą jakby nie było taki but wymusza poniekąd lądowanie na śródstopiu. Jak rąbniesz piętą w asfalt to mózg jeszcze kilkanaście sekund drgania czuje.. no po prostu odechciewa się bombać/bąbać?* piętami :). O technice biegania naturalnego jeszcze będzie... idę zgarnąć małe towarzystwo do jedzenia...




* wybierzcie sobie dobrą wersję :)